Sami Swoi

Sami Swoi

Kto nie kojarzy tych dwóch słów ze słynną filmową historią Kargulów i Pawlaków? Przywiązanie do ziemi, ale też ludzkie słabości stały się źródłem konfliktu między dwoma sąsiadami. Podobną historię przeżywaliśmy w ostatnich dniach w Monasao. Powodem do kłótni nie była źle zaorana ziemia, ona u nas nie ma jeszcze tak znaczącej wartości, ale zagubiony pocisk ze śrutów do prymitywnie wykonanej strzelby w cenie 1000 CFA (6 zł) oraz nadużyty alkohol. Albert M. popił sobie wcześniej za czyjeś pieniądze, a gdy już tracił jasność umysłu wymyślił w swej podświadomości, że następnego dnia pójdzie na polowanie. Przedtem musi tylko odzyskać schowany u swojego sąsiada Chico M. nabój do wypożyczonej broni.Okazało się, iż w domu przyjaciela nie można odnaleźć pocisku, ponieważ został skradziony. W tak banalny sposób rozpoczęła się kłótnia, która to w mgnieniu oka przerodziła się w walkę dnia między dwoma sąsiadami, ale także między dwoma rodzinami, które przybyły na odsiecz swoim stronom. Rozpoczęła się prawdziwa wojna. Z minuty na minutę grono walczących i obserwatorów rosło. Dopingujących z latarkami też przybywało, bo wszystko przeciągnęło się w czasie. Z dala widać było tylko przemieszczające się punkty świetlne jak falę na stadionie. Słychać było okrzyki rozgrzewające do walki oraz tych, którzy ucierpieli w starciach szarżujących na siebie myśliwych. Niektórzy ranni przychodzili do przychodni, aby się opatrzyć. Zdołano też poinformować żandarmów o trwającej walce, jednak Ci nie wykazali się duchem odwagi, by uspokoić tłum. Wszystko ucichło dopiero wtedy, gdy przypadkiem odnaleziono na ziemi ciało niereagującej na wezwania kobiety, siostry Alberta. Jak się później okazało biedna kobieta chciała rozdzielić pojedynkujących się ze sobą sąsiadów. Ponieważ bili się oni na oślep, a na dodatek w nocy, to z fatalnym skutkiem dostało się również i jej. Nikt nie wiedział jak mogło do tego dojść, ale siostra Alberta zmarła na polu bitwy. Oto do czego może doprowadzić w środowisku pigmejskim zaginiony nabój za 6 zł. Dziś Albert i Chico siedzą w jednej celi w Bayanga, 50 km od naszej wioski. Na ironię losu razem czekają na proces, a ja odwiedzam ich i przekazuję wiadomości od najbliższych oraz staram się, by los był dla nich jak najbardziej łaskawy. Z wiadomych powodów nie mogę ujawnić twarzy tych urodzonych myśliwych.


Comments are closed.