O rzeczy ważnej dla każdego Pigmeja

O rzeczy ważnej dla każdego Pigmeja

W życiu Pigmeja istnieją rzeczy, które nie mają żadnego znaczenia a powinny go mieć, chociażby z uwagi na codzienne ich zastosowanie. Czasami bez większego namysłu, potrafią łatwo spieniężyć te rzeczy dla doraźnych korzyści, typu alkohol, papierosy lub inne używki współczesnego świata. Mówiąc szczerze, złości mnie u nich takie działanie, przecież na wszystko muszą bardzo ciężko pracować. Ale z drugiej strony jest to fascynujące i nierzadko skłania mnie do refleksji.

Typowa zabudowa współczesnej rodziny pigmejskiej w Monasao.

Gdy widzę Pigmejów, którym do życia potrzeba raptem kilka prostych rzeczy, jak np. skromny posiłek, poszarpany ciuch, mały domek z liści, w którym mieści się cała rodzina, a w nim tylko dwa zdeformowane aluminiowe garnki i maczeta do pracy w polu lub do chodzenia po lecie, to myślę sobie: mają tak niewiele, ale i tak są często szczęśliwsi niż niejeden bogacz na świecie. Mogłoby się wydawać, że ich ulubionym fragmentem Ewangelii są słowa Jezusa z Mt 6, 25_30: „Dlatego powiadam wam: Nie troszczcie się  zbytnio o swoje życie, o to, co macie jeść i pić, ani o swoje ciało, czym macie się przyodziać. Czyż życie nie znaczy więcej niż pokarm, a ciało więcej niż odzienie? Przypatrzcie się ptakom w powietrzu: nie sieją ani żną i nie zbierają do spichrzów, a Ojciec wasz niebieski je żywi. Czyż wy nie jesteście ważniejsi niż one? Kto z was przy całej swej trosce może choćby jedną chwilę dołożyć do wieku swego życia? A o odzienie czemu się zbytnio troszczycie? Przypatrzcie się liliom na polu, jak rosną: nie pracują ani przędą. A powiadam wam: Nawet Salomon w całym swoim przepychu nie był tak ubrany jak jedna z nich”.

Tymczasem w naszej strefie geograficznej, bogatej półkuli północnej, wszechobecny konsumpcjonizm sprawia, iż lubimy otaczać się przedmiotami, które są nam zupełnie niepotrzebne. Przyczyn takiego postępowania zapewne jest wiele, nie mam zamiaru wnikać w to zbyt głęboko. Jedną z nich, moim zdaniem, jest fakt, że jesteśmy coraz bardziej bogaci. Ponieważ mamy więcej środków, dlatego pozwalamy sobie na łatwe kupowanie nie zastanawiając się zbytnio, czy jest nam to w ogóle potrzebne. Wystarczy, że coś nam się spodoba i od razu chcemy to mieć. Doprowadza to do sytuacji, w których wnętrza naszych domów przepełnione są rozmaitościami, a te po jakimś czasie i tak trafiają do śmietnika. Ich miejsce zajmują nowe przedmioty, po czym i one najczęściej podzielają los tych wcześniejszych. Konsumpcjonizm sprawia, że każdy ma więcej i więcej, a i tak stale jest nam mało.

Żeby nie oczerniać jednych kosztem tych drugich muszę powiedzieć, że w życiu Pigmejów również jest coś, czego nigdy nie mają pod dostatkiem i wystarczająco dużo. Tą rzeczą jest miód! Wszyscy znamy wartość odżywczą miodu. Pigmeje nie cenią sobie jednak go ze względu na smak (a tych jest bardzo dużo), wartość odżywczą, czy leczniczą, ale przede wszystkim z powodu miejsca, jakie zajmuje on w ich kulturze. Dla Pigmeja pozyskanie miodu w lesie tropikalnym nie jest ani łatwe, ani zbyt częste. Znajduje się on przeważnie wysoko na drzewie, w niedostępnych partiach jego korony, gdzie żyją i rządzą dzikie, agresywne pszczoły. Jeśli znajdzie się śmiałek, który zechce odebrać im ten pokarm wtedy owady agresywnie walczą o „swoje”, żądląc ciało śmiałka w miejsca, gdzie boli najbardziej. Pomimo, że walka jest nierówna, tzn. wszystkie na jednego, to i tak kończy się ona zwycięstwem intruza. Miód trafia w konsekwencji do szczęśliwego, choć opuchniętego zwycięscy. 

Stąd w kulturze pigmejskiej młody mężczyzna, który upatrzy sobie swoją wybrankę musi zdobyć najpierw trochę miodu dla swojego przyszłego teścia. Pokazuje on w ten sposób, że jest gotowy na wyrzeczenia, że potrafi zadbać o przyszłość żony i rodziny, że jest sprytny, odporny na ból, wytrwały w działaniu oraz że zależy mu na swojej wybrance. Jest to pewnego rodzaju test z przygotowania do życia w rodzinie. Taki pigmejski „kurs przedmałżeński”.  Niestety te pigmejskie sprawdziany z życia mają też swoją destrukcyjną stronę. Za każdym razem, gdy pozyskiwany jest dziki miód w lesie, niszczony jest także ul na drzewie i zabijane są przy tym pszczoły. Nie jest też rzadkością ścinanie drzewa. Szczególnie wtedy, gdy po upragnioną, słodką i zdrową zdobycz trzeba wdrapać się wysoko po pniu za pomocą liany, w koronę drzewa. 

Wiedząc o tym wszystkim chcielibyśmy w przyszłości zmniejszyć straty jakie natura musi ponieść przy zalotach „leśnych ludzi”. Myślimy obecnie nad rozwiązaniem, które pomogłoby młodym Pigmejom wkupić się w łaski przyszłych swoich teściów pozyskując miód bez niszczenia naturalnego środowiska życia, tak pszczół jak i ich samych. Takim rozwiązaniem może okazać się domowa pasieka umiejscowiona w lesie lub niedaleko wioski. Chcielibyśmy zatem zaszczepić u Pigmejów pasję do produkcji miodu i rozwinąć apikulturę. Nie wiemy jeszcze, czy ten pomysł kiedyś wypali oraz jaki będzie jego finał… Ponieważ jednak miód ma wielkie znaczenie w kulturze Pigmejów są przesłanki mówiące, że może się to udać. Pasieka może być także źródłem dochodu rodzinnego i zwiększyć ofertę na rynku pracy w okolicy.

Poza tym, jest w Polsce Jarek Motowidło, nasz wieloletni przyjaciel, wolontariusz i organizator projektu dla dzieci przedszkolnych w Monasao. Kilka lat temu jego akcja „Dożywianie pigmejskich dzieci w szkole ORA” i zbiorka funduszy w Polsce zakończyła się wielkim sukcesem. Dzięki niej, przez szesnaście miesięcy dokarmialiśmy małe dzieci z misyjnego przedszkola. W tym roku postanowił on zadziałać w innej sprawie. W czasie mojego urlopu, pozyskał w Polsce darczyńców, a wraz z nimi dwa ule (na skopiowanie w Monasao) wraz niezbędnymi i profesjonalnymi narzędziami pszczelarskimi, które zostaną wysłane do RCA. To będzie początek pasieki w Monasao, w nowym stylu!

Tak będzie wyglądać etykieta produktów pszczelarskich z Monasao.

Chociaż na chwilę obecną ciężko przewidzieć jakie będą rezultaty tej inicjatywy w świecie Pigmejów, to szkoda byłoby nie rozpocząć tak ciekawego projektu w Polsce. Szczególnie, gdy pszczelarstwo ma tak duży sens dla wielu specjalistów. Czy wypali on w RCA? Zobaczymy… Ważne, że dzisiaj jest siła, przekonanie w działaniu i motywacja, by pokazać Pigmejom coś nowego, coś co uchroni ich naturalne środowisko przed powolną, ale systematyczna dewastacją oraz co przyczyni się do kontynuacji dobrej tradycji wśród Pigmejów Bayaka. A może przełoży się to także na większą ilość zawieranych związków małżeńskich w Monasao? Żartuje oczywiście… Ale takie są właśnie pobożne życzenia misjonarza SMA w Monasao.

Ubranie pszczelarskie i ul do reprodukcji w Monasao.

Spakowane i gotowe do wysłania pszczelarskie rzeczy.


Comments are closed.